Czy jest na sali lekarz?


dsc_0955

 

Śpiew ptaków już dawno ucichł, a słońce z każdym dniem świeci coraz krócej.  Szara, jesienna aura coraz bardziej pochłania Górnika. Na dodatek ci, którym nadal zależy na poprawie sytuacji, nadal są uznawani za paranoików.

Dobrze pamiętamy te słowa – obecność zbyt wielu lekarzy może doprowadzić do pogorszenia stanu zdrowia pacjenta. No cóż, nasi „doktorzy” chyba zbyt mocno wzięli to sobie do serca. Nawet w chwili, w której potrzebni są kardiochirurg i ortopeda, by zająć się sercem i kręgosłupem klubu, u nas nie widać nawet farmaceuty, który podałby lek łagodzący ból. Na naszych oczach pacjent Górnik Zabrze umiera! Tu potrzeba ostrej defibrylacji, a nie dotleniających spacerków na wiosennym słoneczku!

Kiedy kibice spisali swoje oczekiwania w punktach i ogłosili, czego oczekują od pani prezydent Zabrza, ta miała przyjrzeć się dokładniej zarówno postulatom, jak i sytuacji klubu, po czym zrealizować najpilniejsze z nich. Wymieńmy zatem, co od tego momentu zmieniło się na lepsze:

Trzeba przyznać, że fani Górnika liczyli na trochę więcej. A za stagnacją w gabinetach idzie stagnacja na boisku. Ta została świetnie podsumowana przegranym meczem ze Zniczem Pruszków. I niestety, to nie był pierwszy tak żenujący obraz w tym oraz poprzednim roku. Nie było chęci. Nie było starań. Nie było pomysłu. Nie było niczego. Zatem może prezesem klubu powinien zostać pewien popularny polityk z Białegostoku? Klub nadal idealnie realizuję jego wizję naprawy regionu. W efekcie jedynym ciekawym wspomnieniem z 2016 roku będą pamiętniki z wakacji nakręcone zimą w Lloret de Mar. Miejscu idealnym na odnowę biologiczną, zwiedzanie Hiszpanii i w szczególności cieszenie się pogodą. Niestety, w tej wyliczance zabrakło miejsca na takie rzeczy jak na przykład gra w piłkę.

Może jednak obecność i pomoc recenzentów, tak niechętnie widzianych przy Roosevelta przez działaczy i ich nadzorców, byłaby przydatna w wyprowadzeniu klubu z powrotem na dobrą drogę? Czy nasi doktorzy mają w ogóle pomysł, jak zacząć leczyć pacjenta leżącego od dawna w śpiączce? A jeżeli nie, to czy ktoś wpadnie wreszcie na to, żeby sprowadzić prawdziwych specjalistów i pozwolić im po prostu robić swoje? Jeżeli odpowiedzi na te pytania nadal brzmią „nie”, to pozostaje nam już tylko modlitwa do św. Judy Tadeusza – patrona spraw beznadziejnych.

MK