Komunikat: Mazur złożył deklarację, Kubica rezygnuje z Zarządu

Dwa ważne wydarzenia w życiu Socios. W związku z dużym zainteresowaniem osobą Pana Mazura i pełną transparentnością stowarzyszenia informujemy, że w dniu wczorajszym odebraliśmy deklarację członkowską Łukasza Mazura. Łukasz Mazur był dotychczas tylko członkiem założycielem, jednak nie był członkiem zwyczajnym. Na najbliższym spotkaniu zarządu, zgodnie z regulaminem jego przyjęcie będzie głosowane przez zarząd, tak jak ma to miejsce w każdym innym przypadku. Od momentu przyjęcia w poczet członków zwyczajnych Łukasz Mazur będzie podlegał wszystkim procedurom. Jednocześnie informujemy, że w dniu wczorajszym swoją rezygnację w działalności w zarządzie złożył Marian...

Prezes w ataku

Blisko 18 lat temu piłkarze Górnika podejmowali na własnym stadionie Pogoń Szczecin. W kadrze Górnika zawodnicy tacy jak: Andrzej Bledzewski, Grzegorz Lekki, Jacek Wiśniewski, Kamil Kosowski, Mieczysław Agafon, Dariusz Dźwigała czy Adam Kompała. Po przeciwnej stronie Radosław Majdan czy Piotr Mandrysz. Mecz miał zostać rozegrany w ramach 3 kolejki ówczesnej pierwszej ligi. Mecz nie odbył się, jednak bramki padły. Dwie bramki wówczas zdobył Piotr Gierczak, jednak nie pokonał on bramkarza Pogoni, a kolegę z drużyny: Mirosława Warzechę. W sezonie 1998/1999 przez zamieszanie i konflikt pomiędzy PZPN a UFKiT kolejki nr 3 i 4 nie odbyły się. Piłkarze Górnika obok zespołów Odry Wodzisław, Ruchu Radzionków oraz GKS-u Katowice nie przyjmowali do wiadomości, że nie wyjdą na boisko. Choć szanse na rozegranie spotkania z Pogonią były iluzoryczne. Ostatecznie ówczesny prezes zabrzan – Stanisław Płoskoń – przeprosił kibiców za zaistniałą sytuację, po czym sam przebrał się w piłkarski strój i razem ze Stanisławem Oślizło zagrał w jednej z drużyn, w dodatku jako napastnik. Niestety, Płoskoniowi nie udało się zdobyć bramki. To był jedyny chyba przypadek w historii Górnika, w którym wystąpił sternik klubu. Mecz miał charakter gierki kontrolnej, zagrano wówczas 2×25 minut – był to ukłon w stronę kibiców, którzy pojawili się wówczas na stadionie. Komisja ligi przyznała za nieprzystąpienie Pogoni Szczecin do meczu 3 punkty Górnikowi Zabrze w postaci walkowera 3:0. Zabrzanie jednak nie skorzystali z łatwych punktów i zdecydowali się spotkać z rywalami na zielonym boisku. W listopadowy wieczór zmiażdżyli rywala, pokonując Pogoń aż 4:0. Dzisiaj taki wynik to marzenie, takie jak charakterna drużyna, która wówczas nosiła dumnie herb klubowy. Czy będziemy świadkami narodzin kolejnego „charakternego” zespołu?...

Derby z kretem w tle

Wielkie Derby Śląska obfitują w emocje, zwroty akcji i… niespodziewanych gości. Podczas jednego ze spotkań miał pojawić się kret. Tak przynajmniej twierdzili Niebiescy.   Sympatyczny ssak miał pojawić się tuż po podyktowaniu rzutu karnego dla zabrzańskiego Górnika i przewrócić sędziego. Wspominał o nim Mariusz Śrutwa, a widzieć miał go również Marcin Baszczyński. Obaj wydatnie pomogli wyimaginowanemu kretowi, kopiąc sędziego. Nabuzowani (może wypili jakiegoś energetyka?) panowie zostali później zawieszeni przez PZPN, ale co Śrutwa naobrażał kreta, to jego. Dodatkowo nasz ukochany Górnik odniósł bolesną porażkę na swoim boisku.   Dziś nadszedł czas, by pomścić krecika! Do boju Górnicy! Poniżej skrót meczu, w którym rzekomo wystąpił kret. Ech, niektórzy to mają wyobraźnie. I jeszcze pewnie F.C. na Księżycu…...

Nocleg na stadionie Górnika? Tak wygląda miłość do klubu!

  Koleje losu czasami sprawiają, że jesteśmy zmuszeni do zmiany zamieszkania. Często koliduje to z naszymi pasjami, które ciężko realizować w nowym miejscu. Każdy kibic wie, że Górnik Zabrze nazywano „Drużyną Śląskich Miast”, bo scalał wiele miejscowości miłością do futbolu. Śmiem twierdzić, że nasz klub jest Drużyną Wszystkich Polskich Miast (jak nie zagranicznych) o czym świadczą historie kibicowskie osób z Niemiec, USA… mnie zauroczyła historia Pana Stefana Samojluka, który jako chłopak ze wsi, zakochał się w 14-krotnym mistrzu Polski czytając artykuły o sukcesach zabrzańskiego klubu.   Dziś o takiego kibica jak Pan Stefan trudno. Pierwszą wizytę w Zabrzu wspominał ze łzą w oku – opowiadał o wzruszeniu jakie dopadło go, gdy taryfiarz zawiózł go pierwszy raz w życiu na stadion. Każdy gadżet (o które w latach 70-tych było trudniej niż obecnie) powodował, że nieraz kibic z Kętrzyna wracał na „gapę” – ostatnią złotówkę zostawiał na stadionie. Raz zdarzyło się nawet, że Pan Stefan zasiedział się na stadionie i postanowił na nim przenocować. Został „odnaleziony” przez pracowników klubu, którzy zaoferowali pomoc. Stał się dość rozpoznawalną osobą w Zabrzu, jeszcze rok przed śmiercią z dumą prezentował magazynowi „Górnik” wszystkie „zdobycze” z logiem ukochanego klubu.   Jego marzeniem, było odwiedzić Zabrze podczas 65-lecia klubu. Niestety stan zdrowia nie pozwolił na to. Nie doczekał się nowego stadionu, bowiem w listopadzie 2014 roku pan Stefan Samojluk zmarł.   Stefan Samojluk kibicował Górnikowi przez blisko pięćdziesiąt lat, choć mieszkał w odległym o 550 km od Zabrza Kętrzynie. Nie przeszkadzało mu to w stworzeniu unikalnej kolekcji albumów, składającej się z ponad trzydziestu 100-kartkowych zeszytów, które w październiku 2013 roku z dumą zaprezentował klubowej delegacji. Często dzwonił...

Jak to Bonczek Niebieskich użądlił

  Lubię od czasu do czasu powracać myślami do starych czasów. Nie jestem zbyt sentymentalny, ale są rzeczy, ludzie i wydarzenia do których warto wrócić.   Często możemy znaleźć wpisy o piłkarzach Górnika, którzy rozpoczynali swoją karierę w Ruchu Chorzów (np. Wandzik, Probierz, Molek). Jest również paru zawodników, którzy powędrowali w drugą stronę. Taką osobą jest Grzegorz Bonk.   Pamiętacie tego filigranowego pomocnika? Swój ligowy debiut zaliczył już w wieku 17 lat. Było to podczas meczu z Sokołem Pniewy, a trenerem zabrzan była wówczas osoba znana z dawania szansy juniorom – Edward Lorens. Grzegorz mógł podpatrywać takich piłkarzy jak: Jerzy Brzęczek, Piotr Jegor, Aleksander Kłak, Tomasz Wałdoch czy Tomasz Hajto. W drużynie Górnika byli również utalentowani rówieśnicy Grzegorza: Marek Szemoński, Mariusz Nosal i Rafał Jarosz.   Piszę o nim, ponieważ uważam, że był to zawodnik, któremu brakło przysłowiowej kropki nad „i”. Swoje najlepsze lata piłkarskie przeżył w Ruchu Radzionków i Górniku Zabrze. W tym pierwszym klubie, w jego debiutanckim sezonie w ekstraklasie, zajął świetne szóste miejsce. Spory udział w tym sukcesie miał oczywiście popularny „Bonczek”, który zaliczył kilkanaście asyst i strzelił cztery gole. Po udanym sezonie w Ruchu Radzionków, Bonkiem ponownie zainteresował się zabrzański Górnik. O jego powrót walczyły szczególnie dwie osoby – Stanisław Płoskoń i Jan Żurek.   Powrót do Zabrza był strzałem w „10”. Po latach, sam mówił, że był to jego najlepszy okres w karierze. Dzięki dobrej grze Bonk otrzymał powołanie do reprezentacji młodzieżowej, w której grali między innymi Marcin Baszczyński, Kamil Kosowski, Arkadiusz Głowacki, Marcin Kuźba, Artur Wichniarek czy Andrzej Bledzewski. Później już nie było tak dobrze, Bonk odszedł z Górnika, ale żaden kierunek wybrany...

Kto zgasił światło?

  Dopiero od pięćdziesięciu lat polscy kibice mogą oglądać mecze swoich drużyn już po zapadnięciu zmroku. W blasku reflektorów, piłkarze czują się jak w dzień. Niestety, oświetlenie – jak większość rzeczy martwych – szwankuje… Czy wiecie, że z polskich drużyn to właśnie Górnik Zabrze miał największego pecha do rozgrywania spotkań, w których gaśnie światło?     Pierwszy raz…   W półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów w 1970 roku Górnik Zabrze rywalizował z Romą. Po dwóch remisach – 1:1 i 2:2 – zgodnie z ówczesnym regulaminem tych rozgrywek zarządzano rozegranie trzeciego spotkania na neutralnym terenie. W Strasburgu dwukrotnie podczas gry zgasło światło, ale mecz udało się dokończyć. Jedno z „zaciemnieniem” nastąpiło podczas akcji Górnika – akurat wtedy, gdy była szansa na gola. Lubańskiemu zdołał jednak zdobyć bramkę podczas działających jupiterów, ale rywale wyrównali. Nie udało się jednak wyłonić zwycięzcy na boisku (1:1) i o awansie zabrzan rozstrzygnął rzut monetą francuskiego sędziego Rogera Machina.   Drugi przypadek…   Ta historia zdarzyła się w rundzie wiosennej sezonu 1993/94 i miała się zakończyć 15. tytułem mistrza Polski. Górnik ostatecznie zakończył rozgrywki na 3. miejscu, do czego przyczyniła się osoba, która… zgasiła światło na Bukowej, w trakcie derbowego meczu GKS-u z Górnikiem. W drugiej połowie spotkania przy stanie 1:0 dla zabrzan, GKS Katowice przycisnął, a Górnik grał z kontry. W 70 minucie podczas jednej z kontr zgasło światło. No, może nie całkowicie. Zgasły światła na jednym z masztów i na murawie za zawodnikami podążały „tylko trzy cienie”. W zasadzie na stadionie było wystarczająco jasno, aby spotkanie można było kontynuować. Oświetlenie przy Bukowej miało wówczas – nawet w sile trzech masztów – większą moc, niż na...